HISTORIE LUDZI GÓR
Historie ludzi gór to tytuł mojej nowej książki... która istnieje na razie dopiero w rękopisach (piszę ręcznie, bo to najbardziej stymuluje mózg)... czeka na zeskanowanie i przetworzenie przez AI na plik tekstowy... Natomiast Jolka (moja żona i współautorka powieści historycznych) kończy naszą powieść biograficzną o Bolesławie Prusie i jego przygodach w Nowym Targu, Zakopanem, Szczawnicy i Krościenku nad Dunajcem (premiera zapowiadana jest na wrzesień, by spleść się z dwiema ekranizacjami Lalki).
A tymczasem przedstawię Wam postać z tablicy pamiątkowej, umieszczonej na budynku przyszłego (tego realnego, a nie tylko wirtualnego, jak obecnie) Muzeum Ludzi Gór. Wacław Chojna "Świerk" to postać, która swoimi opowieściami ukształtowała umysłowość mojej mamy. Zasłużony żołnierz Wojska Polskiego i Armii Krajowej, a do tego pasjonat sportu: uprawiał szermierkę, woltyżerkę, jeździectwo, narciarstwo, łyżwiarstwo, szybownictwo i łowiectwo. A lata jego walki z niemieckim i sowieckim okupantem - to już materiał na film sensacyjny czy nawet serial telewizyjny (będzie "Świerk" jednym z bohaterów mojej powieści o Konfederacji Tatrzańskiej, kurierach tatrzańskich i szaleństwie inicjatywy Goralenvolk oraz kontrowersjach wokół postaci Józefa Kurasia "Ognia").
A tymczasem - prezentacja tej barwnej postaci. SZTUCZNA INTELIGENCJA MA GŁOS:
Google AI przedstawia:
Wacław Chojna ps. "Świerk" (1907-1976) był wybitnym oficerem artylerii, dowódcą w Kedywie i żołnierzem Zgrupowania "Radosław", wsławionym trzykrotną ucieczką z niemieckiej niewoli. Odznaczony Virtuti Militari, ten wszechstronnie utalentowany sportowiec i zięć artysty Andrzeja Dzikiewicza był postacią niezwykle barwną i niezłomną.
Więcej szczegółów na temat jego życia można znaleźć w Wikipedii oraz w biogramie na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego.
Tako rzecze ChatGPT:
Wacław Chojna, znany pod konspiracyjnym pseudonimem „Świerk”, należał do pokolenia Polaków, którego dorosłość przypadła na burzliwy okres międzywojenny, a następnie została naznaczona dramatem II wojny światowej. Urodzony w 1907 roku, dorastał w realiach odradzającego się państwa polskiego – w czasie, gdy kształtowały się zarówno jego poglądy, jak i poczucie obowiązku wobec ojczyzny.
Po wybuchu wojny i nadejściu okupacji niemieckiej zaangażował się w działalność konspiracyjną, wstępując do struktur Armii Krajowej. Jak wielu żołnierzy podziemia, działał w warunkach stałego zagrożenia – ryzykując nie tylko własne życie, ale i bezpieczeństwo swoich bliskich. Pseudonim „Świerk” był częścią tej rzeczywistości: chronił tożsamość, a jednocześnie budował nową, konspiracyjną tożsamość żołnierza podziemia.
Kulminacyjnym momentem jego wojennej drogi był udział w Powstaniu Warszawskim w 1944 roku. Walki w stolicy należały do najcięższych epizodów wojny: toczyły się w ruinach miasta, przy niedoborach broni, żywności i środków medycznych. W takich warunkach odwaga nie polegała wyłącznie na spektakularnych czynach, ale także na codziennej wytrwałości – trwaniu na stanowisku, wykonywaniu rozkazów, wspieraniu towarzyszy broni. Postawa „Świerka” wpisuje się właśnie w ten wymiar heroizmu: cichego, konsekwentnego i wymagającego ogromnej odporności psychicznej.
Po upadku powstania jego los – podobnie jak los wielu żołnierzy AK – nie był łatwy. Polska znalazła się w strefie wpływów Związku Radzieckiego, a byli członkowie podziemia często musieli odnaleźć się w nowej, trudnej rzeczywistości politycznej. Choć szczegóły jego powojennego życia nie są szeroko opisane, wiadomo, że dożył 1976 roku, należąc do pokolenia świadków jednego z najbardziej dramatycznych okresów w historii kraju.
W życiu prywatnym związany z rodziną o artystycznych korzeniach – był zięciem Andrzeja Dzikiewicza, artysty wywodzącego się ze wsi Waksmund. Ten wątek pokazuje mniej znaną stronę jego biografii: poza działalnością wojenną funkcjonował także w kręgu kultury i życia rodzinnego, które dla wielu osób stanowiło ważne oparcie w trudnych czasach.
Dodać jeszcze muszę, że Maria Chojna, z domu Dzikiewicz, nauczycielka filozofii - też zasługuje na miejsce w historii nie tylko rodowej, ale i narodowej (ale o tym już innym razem). Z wnuczką Wacława i Marii - Agnieszką - bawiłem się w dzieciństwie... i tak dalej i bliżej (ale to już temat na opowieść mniej publiczną)... No i tyle, na razie.
WASZ GORCZAŃSKI KRONIKARZ
Wojciech Wiercioch

Komentarze
Prześlij komentarz